niedziela, 1 marca 2015

Rozdział III. Nieuczciwe posądzenie.

Rozdział III. Nieuczciwe posądzenie.
    Właśnie wstałam, jest szósta godzina. Po wczorajszym zdarzeniu nie miałam siły rozmawiać z ciocią. Zamknęłam się w pokoju, a potem po dwóch, trzech godzinach poszłam spać. Zapomniałam odrobić lekcje... Muszę je odrobić, szybko. Najwyżej nie zjem śniadania. Biorę książki, kładę na biurko i upewniam się czy zamknęłam pokój na klucz. Słyszę jak ciocia nerwowo chodzi w swoim pokoju. Zostało mi tylko jedno zadanie z matematyki, ale nie napiszę go. Zrobiłam pięćdziesiąt procent, więc jedynki nie dostanę. Muszę sprawdzić co u cioci.
-Ciociu! Coś się stało? Znowu myślisz o wypadku?
-Nie słońce, po prostu nie wiem co się z Tobą dzieje. Ostatnio dziwnie się zachowujesz, boję się, że masz coś na sercu.
-Nie, wszystko jest dobrze. Mam ostatnio dużo nauki, a wczoraj widziałam jak samochód przejechał małego, niewinnego kota... - Gdy to powiedziałam przed oczami pojawił mi się ten kot. Mały, rudy kot, nic nie zrobił, a skończył swój żywot tak wcześnie. Nie rozumiem czemu ludzie i zwierzęta tak wcześnie umierają. Dzieci, które chorują na raka i inne niebezpieczne choroby, nie poczuły jeszcze życia, a umierają tak młodo. Życie jest bezlitosne.
-Mam nadzieję, że jest wszystko dobrze. Idź się ubrać bo masz mało czasu. - Pokazała na zegarek i zorientowałam się, że jest już siódma trzydzieści. Znowu nie zdążę przyjść po Ellie.
    Ubrana znowu wybiegłam z domu jak najszybciej potrafiłam. Biegnę ile sił w mych nogach aby zdążyć. Nie jestem pewna czy zdążę, a zaczynam lekcje godziną z wychowawcą. Pani Claud, moja wychowawczyni bardzo mnie wspierała po śmierci rodziców. Załatwiła mi dalsze nauki gry na perkusji oraz dobrego psychologa. Stwierdzono, że przez to wydarzenie zmieniło moją psychikę. Jestem psychicznie kilka lat dojrzalsza od moich rówieśników, oraz boję się jeździć samochodami. Chyba za często opowiadam o wypadku, prawie o nim zapomniałam. Chcę żyć pełnią życia, rodzice by tego chcieli.
    Dobiegam już do szkoły. Nikogo nie ma przed budynkiem, dziwne. Zawsze ktoś siedzi na schodach, najczęściej licealiści. Wchodzę do środka i widzę wściekłego Lukasa, chciałabym podejść gdyby nie jego kumple otaczający go z każdej strony. Nie wiem co się stało, nawet jakbym chciała wiedzieć to nie sądzę, żeby mi powiedział. Podchodzę bliżej i widzę po drugiej stronie korytarza chłopaka z naszej klasy, Davida Wormsa. Od kilku lat jest zakochany w Ellie. Właśnie w tej chwili wszystko złożyło mi się w całość. Lukas wkurzył się na Davida bo pewnie podrywał dziewczynę, której nie powinien... Potrafi być mocno zazdrosny, więc go pobił... Muszę pójść do łazienki, by mu pomóc.

    Wracając z łazienki od razu udałam się do pobitego znajomego.
-David, jak się czujesz? - Mówiąc to zdanie przyłożyłam koledze mokrą chusteczkę do rany i widziałam, że go to boli.

-A jak myślisz? Najsilniejszy chłopak w naszej klasie mnie pobił bo myślał, że chciałem pocałować jego dziewczynę, ale to nieprawda. Zawsze mnie o to posądza.
-Będzie dobrze, zaraz z nim pogadam, a ty przykładaj sobie tę chusteczkę.
    Właśnie idę porozmawiać z Lukasem, aby zapytać się czy nie potrafi się opanować. Nie wiem czy się do niego dostanę, ale to co robi nie jest fair. Zachowuje się jak rozwydrzony dzieciak.
-Lukas! Co ty zrobiłeś Davidowi?
-Co ja zrobiłem? On chciał pocałować Ellie!
-Nie, nie chciał. Nie masz dowodów, z resztą jej nawet w szkole jeszcze nie ma. Kto Ci tak powiedział? - W tym momencie zauważyłam u niego rumieńce, widać, że się zawstydził.
-Nie ważne, idę go przeprosić, odejdź proszę. - Po powiedzeniu tego zdania na mojej twarzy pojawił się uśmiech, a Lukas poszedł do Davida.
-David, sorry za to, nieuczciwie cię posądziłem. Jest już ok? - Zapytał się zmartwiony.
-Dzięki Mendy już nic mnie nie boli, na następny raz posłuchaj co mam Ci do powiedzenia.

   Chłopcy podali sobie ręce, w tym samym momencie zadzwonił dzwonek. Ellie jeszcze nie ma w szkole... Ciekawe czemu nie przyszła.