sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział IV. Nieszczęśliwy wypadek.

Rozdział IV. Nieszczęśliwy wypadek.
Właśnie skończyliśmy lekcje,  Ellie nie przyszła. Mam zamiar od razu pobiec do jej domu, jeśli w ogóle tam będzie. Lukas prawie w ogóle się nie przejął tym, że nie przyszła do szkoły. Wczoraj była trochę przymulona, ale to nie wyglądało na coś poważnego. Chyba tylko mnie ona interesuje. Zapytam się jeszcze czy ktoś pójdzie ze mną, na przykład Lukas, ale wątpię.
-Lukas, idziesz ze mną zobaczyć co z Ellie? Nie wiem co się z nią dzieje, martwię się o nią.

-Niestety nie mogę iść, pozdrów ją ode mnie. - Od razu poszedł, jakby jej nie znał.
Udałam się najpierw po batona do sklepu, bo miałam jakieś drobne. Jestem bardzo ciekawa co się z nią dzieje, ale mam nadzieję, że jest wszystko dobrze. Ciekawe, czy w ogóle ktoś mnie wpuści.
-Ellie! Wpuść mnie, co się dzieje? - Chwilę potem drzwi mi otworzyła pani Rackle, mama Ellie.
-Mendy? Co ty tu robisz?
-Przyszłam zobaczyć co się dzieje z Ellie, czemu nie było jej w szkole?
-Przecież wychodziła z domu, brała plecak, śniadanie. Jak to jej nie było?
-Nie przyszła dzisiaj w ogóle na lekcje, martwiłam się strasznie o nią, więc stwierdziłam, że sprawdzę o co chodzi. To ja chyba pójdę jej poszukać, wie pani gdzie mogła pójść?
-Nie wiem, ale bardzo się cieszę, że moja córka ma taką przyjaciółkę, która się o nią troszczy. - Nie zdążyłam się nawet pożegnać bo od razu rzuciłam plecak pod nogi pani Rackle i pobiegłam szukać mojej przyjaciółki.

Mam małe podejrzenia gdzie mogła pójść, jest jedno miejsce gdzie się udawałyśmy gdy byłyśmy małe. Moi rodzice często nas tam zabierali jak Ellie zostawała u mnie na kilka dni. Stare, opuszczone tory kolejowe. Ciekawe czy tam będzie, mam przynajmniej nadzieję, ale nadzieja matką głupich.
Dobiegłam do torów, ale jej nie widzę.
-Ellie! Ellie, gdzie jesteś? Wszyscy cię szukają!
Zaczęłam biegać wokoło w poszukiwaniach swojej przyjaciółki, po około godziny zauważyłam ją zakrwawioną i płaczącą. Rana nie była duża, ale plama tak.
-Boże! Ellie, co się stało? - Usiadłam obok niej i podniosłam jej głowę. - Czemu płaczesz?
-Mendy, moi rodzice się rozwodzą. - Zaczęła jeszcze bardziej płakać.
-To nic takiego, na pewno się pogodzą. Teraz mi powiedz czemu krwawisz, co z Twoją nogą?
-Nic złego, przewróciłam się na kamień, już nie krwawię, to tylko plamka. - Gdy skończyła mówić od razu ją podniosłam i otarłam łzy. - Mogę dzisiaj nocować u Ciebie? Twoja ciocia chyba jeszcze nie jest w domu, więc umyłabym się i bym od razu została u Ciebie.
-Jasne, że możesz. Moje mieszkanie jest zawsze otwarte dla Ciebie, przecież doskonale o tym wiesz.
-No to chodźmy, chcę zdążyć przed Twoją ciocią. Dobrze, że tutaj przyszłaś, nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła.
-Nie gadaj już bzdur, wracamy do mnie.
Nawet nie zadzwoniłam do cioci, bo i tak wiedziałam, że zawsze pozwoli nocować Ellie u nas, będzie nawet z tego bardzo zadowolona. Jak najszybciej szliśmy do mnie bym mogła szybko opatrzyć jej ranę. Słabo to zniosła, bo nigdy nie lubiła widoku krwi, nawet przed wypadkiem. Czasami się czuję jak jej mama, bo brakuje jej mamy. Pani Rackle prawie zawsze jest w pracy, tak samo jak pan Rackle. Nie przeszkadza mi matkowanie, czuję się z tym dobrze. Od dawna planuję być psychologiem, ale nie wiem czy mi to wyjdzie.


---

Przepraszam za długą przerwę, ale musiałam napisać egzamin. Jest już dobrze, postaram się dawać rozdziały regularnie, jak kiedyś.

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział III. Nieuczciwe posądzenie.

Rozdział III. Nieuczciwe posądzenie.
    Właśnie wstałam, jest szósta godzina. Po wczorajszym zdarzeniu nie miałam siły rozmawiać z ciocią. Zamknęłam się w pokoju, a potem po dwóch, trzech godzinach poszłam spać. Zapomniałam odrobić lekcje... Muszę je odrobić, szybko. Najwyżej nie zjem śniadania. Biorę książki, kładę na biurko i upewniam się czy zamknęłam pokój na klucz. Słyszę jak ciocia nerwowo chodzi w swoim pokoju. Zostało mi tylko jedno zadanie z matematyki, ale nie napiszę go. Zrobiłam pięćdziesiąt procent, więc jedynki nie dostanę. Muszę sprawdzić co u cioci.
-Ciociu! Coś się stało? Znowu myślisz o wypadku?
-Nie słońce, po prostu nie wiem co się z Tobą dzieje. Ostatnio dziwnie się zachowujesz, boję się, że masz coś na sercu.
-Nie, wszystko jest dobrze. Mam ostatnio dużo nauki, a wczoraj widziałam jak samochód przejechał małego, niewinnego kota... - Gdy to powiedziałam przed oczami pojawił mi się ten kot. Mały, rudy kot, nic nie zrobił, a skończył swój żywot tak wcześnie. Nie rozumiem czemu ludzie i zwierzęta tak wcześnie umierają. Dzieci, które chorują na raka i inne niebezpieczne choroby, nie poczuły jeszcze życia, a umierają tak młodo. Życie jest bezlitosne.
-Mam nadzieję, że jest wszystko dobrze. Idź się ubrać bo masz mało czasu. - Pokazała na zegarek i zorientowałam się, że jest już siódma trzydzieści. Znowu nie zdążę przyjść po Ellie.
    Ubrana znowu wybiegłam z domu jak najszybciej potrafiłam. Biegnę ile sił w mych nogach aby zdążyć. Nie jestem pewna czy zdążę, a zaczynam lekcje godziną z wychowawcą. Pani Claud, moja wychowawczyni bardzo mnie wspierała po śmierci rodziców. Załatwiła mi dalsze nauki gry na perkusji oraz dobrego psychologa. Stwierdzono, że przez to wydarzenie zmieniło moją psychikę. Jestem psychicznie kilka lat dojrzalsza od moich rówieśników, oraz boję się jeździć samochodami. Chyba za często opowiadam o wypadku, prawie o nim zapomniałam. Chcę żyć pełnią życia, rodzice by tego chcieli.
    Dobiegam już do szkoły. Nikogo nie ma przed budynkiem, dziwne. Zawsze ktoś siedzi na schodach, najczęściej licealiści. Wchodzę do środka i widzę wściekłego Lukasa, chciałabym podejść gdyby nie jego kumple otaczający go z każdej strony. Nie wiem co się stało, nawet jakbym chciała wiedzieć to nie sądzę, żeby mi powiedział. Podchodzę bliżej i widzę po drugiej stronie korytarza chłopaka z naszej klasy, Davida Wormsa. Od kilku lat jest zakochany w Ellie. Właśnie w tej chwili wszystko złożyło mi się w całość. Lukas wkurzył się na Davida bo pewnie podrywał dziewczynę, której nie powinien... Potrafi być mocno zazdrosny, więc go pobił... Muszę pójść do łazienki, by mu pomóc.

    Wracając z łazienki od razu udałam się do pobitego znajomego.
-David, jak się czujesz? - Mówiąc to zdanie przyłożyłam koledze mokrą chusteczkę do rany i widziałam, że go to boli.

-A jak myślisz? Najsilniejszy chłopak w naszej klasie mnie pobił bo myślał, że chciałem pocałować jego dziewczynę, ale to nieprawda. Zawsze mnie o to posądza.
-Będzie dobrze, zaraz z nim pogadam, a ty przykładaj sobie tę chusteczkę.
    Właśnie idę porozmawiać z Lukasem, aby zapytać się czy nie potrafi się opanować. Nie wiem czy się do niego dostanę, ale to co robi nie jest fair. Zachowuje się jak rozwydrzony dzieciak.
-Lukas! Co ty zrobiłeś Davidowi?
-Co ja zrobiłem? On chciał pocałować Ellie!
-Nie, nie chciał. Nie masz dowodów, z resztą jej nawet w szkole jeszcze nie ma. Kto Ci tak powiedział? - W tym momencie zauważyłam u niego rumieńce, widać, że się zawstydził.
-Nie ważne, idę go przeprosić, odejdź proszę. - Po powiedzeniu tego zdania na mojej twarzy pojawił się uśmiech, a Lukas poszedł do Davida.
-David, sorry za to, nieuczciwie cię posądziłem. Jest już ok? - Zapytał się zmartwiony.
-Dzięki Mendy już nic mnie nie boli, na następny raz posłuchaj co mam Ci do powiedzenia.

   Chłopcy podali sobie ręce, w tym samym momencie zadzwonił dzwonek. Ellie jeszcze nie ma w szkole... Ciekawe czemu nie przyszła.

środa, 25 lutego 2015

Rozdział II. Ofiary.

Rozdział II. Ofiary.
    Właśnie skończyła mi się lekcja chemii. Lukas cały czas na mnie patrzył, ale jak nauczyciel stał odwrócony to całował się  Ellie. Nie jestem już w nim zakochana, ale nie rozumiem jego zachowania. Z resztą muszę o nim zapomnieć, nauka jest najważniejsza. Zaraz powinna mi się zacząć lekcja historii... Całkiem lubię ten przedmiot, ale dzisiaj wszystko mnie boli i nie czuję się dobrze. Jeśli znowu będziemy rozmawiać o II wojnie światowej to chyba zwymiotuję. Nienawidzę widoku zwłok z Auschwitz-Birkenau. Jak tylko myślę co oni wszyscy czuli w tamtych czasach... Tera by to było niedorzeczne.
-Kociak! Lekcja się zaczyna! - Z końca korytarzu zaczęła krzyczeć Ellie.
-Dobrze, dobrze. - Odpowiedziałam, zarzuciłam plecak na ramię i weszłam do klasy.
    Mój nauczyciel od historii nie jest bardzo wymagający, ale potrafi się unieść jak ktoś kompletnie nie uważa na jego lekcji. Lekcje są interesujące, a wycieczki najlepsze. Mitologia, średniowiecze i mimo wszystko II wojna światowa to moje ulubione tematy. Pan często pyta, ale prawie zawsze stawia dobre oceny, bo wszyscy chcą się uczyć. Są jednak przypadki, które powodują, że pan Drew się unosi. Najczęściej te wyjątki nie zdają, albo uciekają z domów i ślad po nich zanika.
    Właśnie wszedł do klasy nasz nauczyciel. Jak zwykle najpierw odłożył swój notes, napił się karmelowej kawy i usiadł przy biurku. Przegląda kartki swojego notesu, rozgląda się po klasie i prosi pod tablicę wybranka poddanego ofierze umysłowi profesora.

-Lukas Eight! - Lekko krzyknął pan Drew.
-Hight proszę pana, Hight. - Delikatnie stwierdził Lukas, by nie urazić nauczyciela.
    Zaczął poprawnie opowiadać na skomplikowane pytania historyka, lecz na jednym pytaniu chłopak się ugiął. Nie wiedział co powiedzieć, zaczął się nadmiernie pocić.
-Co jest napisane przed obozem koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau i co to znaczy po polsku.
    Jeśli bym mogła odpowiedziałabym za niego, przecież to takie łatwe pytanie. Widziałam powolne ruchy ust mojego przyjaciela i od razu zrozumiałam co chciał przekazać. "Pomocy" W mojej głowie było wiele myśli. Odpowiedzieć za niego i dostać ocenę niedostateczną czy patrzeć jak mój sojusznik powoli umiera na polu walki. Właśnie wstałam, już miałam odpowiedzieć, ale w tej samej sekundzie zadzwonił dzwonek. Nie miał szans na ratunek ode mnie...
-Lukasie, wiedziałeś prawie wszystko, mimo wszystko dostajesz ocenę dobrą. - W tym samym momencie nauczyciel zaczął wpisywać do dziennika całkiem dobrą ocenę dla Lukasa.

    Skończyły się lekcje, wszystkie klasy rzuciły się do szatni by jak najszybciej dostać się do ubrań i wyjść ze szkoły. Ku własnemu zdziwieniu zdążyłam całkiem szybko dojść do kurtki. Ubrałam się w ułamek sekundy i wybiegłam ze szkoły. Właśnie miałam przekroczyć szkolną granicę, ale nagle ktoś od tyłu zakrył mi oczy. Okazało się, że to Ellie, bez swojego chłopaka. Pytała jak się już czuję, czemu nie przyszłam po nią rankiem. Rozmawiało nam się bardzo przyjemnie, jak nigdy. W końcu zaczęliśmy temat dziwnego zachowania Lukasa. To znaczy, że nie tylko ja to zauważyłam.
-Mendy, my się chyba rozstaniemy. Między nami nie jest dobrze, a nie chcę marnować życia z chłopakiem dla którego nic nie znaczę. - Zaczęła szlochać Ellie.
-Nie rozstaniecie się! Jesteście dla siebie stworzeni, wszystko będzie dobrze.

-Mam nadzieję, że masz jak zwykle rację. - Powiedziała i otarła łzy.
    Właśnie dochodziliśmy do mojego domu. Byliśmy przy najbliższym zakręcie, właśnie tutaj zawsze się rozchodzimy. Pomachałam przyjaciółce i odeszłam by jak najszybciej opowiedzieć cioci o tym jak spędziłam dzień w szkole.

    Doszłam do domu, właśnie wyciągam klucze. Nie wiem czemu coś mnie ciągnęło by się odwrócić, więc się odwróciłam. Ujrzałam kota, małego, rudego kota. Patrzał na mnie i nagle...
Przejechał go samochód.

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział I. Dzień wypadku.

Rozdział I. Dzień wypadku.
    Wstałam dzisiaj o godzinie siódmej, a mam do szkoły na dziesiątą. Już słyszę jak moja ciocia chodzi na dole w kuchni. Pewnie przygotowuje mi śniadanie, jak zwykle. Za oknem nie ma ciekawej pogody, jest szaro i pada deszcz. Powoli schodzę na dół do kuchni i widzę jak Dorothy opiera się głową o szybę.
-Ciociu, coś się stało?
-Nie słońce.-Powiedziała z łzą w oku.
-Co widzisz za oknem?-Podeszłam do okna, lecz ujrzałam tylko krople deszczu uderzające o wszystko i gęstą mgłę.-Nie rozumiem, nic tu nie widzę, co mogło by cię zasmucić, dostałaś jakiegoś smutnego SMS'a?
-Kochanie, to nie tak.-Odwróciła się i zaczęła mówić i szlochać jednocześnie.-W ten dzień była taka pogoda, identyczna. Jechali... Jechaliście wtedy do mnie.-Ciocia zaczęła mocno płakać.
     Od razu zrozumiałam o co chodzi. W dzień wypadku, w którym zginęli moi rodzice była taka pogoda. Prawie nie pamiętam tego dnia... Była gęsta mgła oraz padał deszcz. Jechaliśmy na urodziny mojej cioci. Mój tata prowadził, a mama zagadywała mnie i Ellie. Nadjeżdżaliśmy do czarnego punktu Weston, drogi pełnej ostrych zakrętów. Tata radził sobie z każdym zakrętem, bo był znakomitym kierowcą. Jechaliśmy do ostatniego zakrętu, gdy nagle na ulicy pojawił się pijany nastolatek. Nie reagował na dźwięk klaksonu, nawet na sam samochód. Ominęliśmy go, ale z trudnością. Gdy byliśmy przy zakręcie ten nastolatek rzucił w nasz samochód kamieniem. Tata się wystraszył i stracił kontrolę nad samochodem. Wpadliśmy w poślizg, a następnie wjechał w nas samochód. Moi rodzice zginęli na miejscu, a o mnie walczyli. Ellie miała tylko kilka zadrapań, ale trafiła na obserwację do szpitala. Dowiedziałam się o śmierci rodziców po tygodniu... Nie odzywałam się prawie do nikogo. Trwało to kilka miesięcy. Powstałam "z martwych" dzięki Ellie oraz pani Cloud. Nie chcę wracać do tamtego momentu w moim życiu.
-Pamiętam ten dzień ciociu, ale chciałabym o tym zapomnieć. Oczywiście, nie o rodzicach, ale o całej tej sytuacji. Ledwo się pozbierałam...

-Rozumiem, a teraz jedz śniadanie i idź się przygotować do szkoły, bo masz tylko półtorej godziny.-Ciocia otarła łzy i udała się do swojej sypialni.
   Zjadłam śniadanie, umyłam zęby oraz włosy, poszłam się przebrać w szkolny mundurek. Spojrzałam na zegarek i zorientowałam się, że mam tylko pół godziny na dojście do szkoły. Szybko wzięłam plecak, założyłam kurtkę, szalik, czapkę, buty i jak strzała wybiegłam z domu. Codziennie przychodzę pod dom Ellie by razem z nią i Lukasem pójść do szkoły. Dzisiaj jednak nie zdążyłabym, więc pobiegłam od razu do szkoły. 
    Doszłam do budynku i od razu zauważyłam całującą się Almę z chłopakiem z pierwszej klasy liceum.
-Mendy! Gdzie ty idziesz? Chcesz tego przystojniaka? Ma na imię Todd.-Powiedziała i zaczęła się śmiać w niebo głosy. W tym momencie przyszedł Lukas i Ellie.
-Odczep się od niej jędzo, a ty Todd idź na matmę, bo znowu nie zdasz.-Krzyknął Lukas i odepchnął ode mnie Almę.-Jeszcze raz będziecie się jej czepiać to naślę na was dyrę, jasne?
-Aj, aj kapitanie.-Rzekł licealista i ruszył w stronę sali matematycznej.

    Cała nasza czwórka poszła na lekcję fizyki, jak zwykle zaczęłam lekcje w złym humorze. Nie potrafiłam się skupić, cały czas myślałam o dniu wypadku...

Prolog.

Mam na imię Mendy Carter, jestem jedynaczką. Mieszkam na obrzeżach miasta Weston z moją ciocią, Dorothy. Jestem sierotą, moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, w którym ja i moja najlepsza przyjaciółka brałyśmy udział. Mam kilka blizn na rękach, po tym wypadku. Chodzę do drugiej klasy gimnazjum i gram na perkusji. Staram się dostać do jednego z najlepszych liceów muzycznych. Moją najlepszą przyjaciółką jest Ellie Rackle, którą znam od podstawówki, tak samo jej chłopaka, Lukasa Hight. Przed śmiercią moich rodziców byłam zakochana w Lukasie, lecz przez jakiś czas byłam zamknięta w sobie. W tamtym momencie Ellie i Lukas zaczęli być razem. W najtrudniejszych chwilach wspierała mnie moja ciocia, przyjaciółka oraz nauczycielka muzyki i aktorstwa, pani Claud. Gram na perkusji od lat, zachęcił mnie do niej ojciec. Razem z moją przyjaciółką i jej chłopakiem założyliśmy zespół "Dark Beach", gdzie Lukas gra na basie, a jego dziewczyna śpiewa. W tym momencie nie interesują mnie chłopcy, bo chcę mieć jak najlepsze oceny. Mamy w klasie dziewczynę, na którą mówimy "BLOND DIVA". Nazywa się ona Alma Coin i pochodzi z bogatej rodziny. Trzy czwarte szkoły jej nie lubię. Ja i moi przyjaciele należymy do tej większości. Kiedy tylko znajdzie wolną chwilę, razem ze swoimi "psiapsiółkami" robi wszystko by nas upokorzyć. Ma mnie za gorszą, bo nie mam rodziców...



---

Prolog! Mam nadzieję, że nie jest zły. Wiem, trochę krótki, ale taki miał być. :D Zapraszam do dalszego czytania!