Rozdział I. Dzień wypadku.
Wstałam dzisiaj o godzinie siódmej, a mam do szkoły na dziesiątą. Już słyszę jak moja ciocia chodzi na dole w kuchni. Pewnie przygotowuje mi śniadanie, jak zwykle. Za oknem nie ma ciekawej pogody, jest szaro i pada deszcz. Powoli schodzę na dół do kuchni i widzę jak Dorothy opiera się głową o szybę.
-Ciociu, coś się stało?
-Ciociu, coś się stało?
-Nie słońce.-Powiedziała z łzą w oku.
-Co widzisz za oknem?-Podeszłam do okna, lecz ujrzałam tylko krople deszczu uderzające o wszystko i gęstą mgłę.-Nie rozumiem, nic tu nie widzę, co mogło by cię zasmucić, dostałaś jakiegoś smutnego SMS'a?
-Kochanie, to nie tak.-Odwróciła się i zaczęła mówić i szlochać jednocześnie.-W ten dzień była taka pogoda, identyczna. Jechali... Jechaliście wtedy do mnie.-Ciocia zaczęła mocno płakać.
Od razu zrozumiałam o co chodzi. W dzień wypadku, w którym zginęli moi rodzice była taka pogoda. Prawie nie pamiętam tego dnia... Była gęsta mgła oraz padał deszcz. Jechaliśmy na urodziny mojej cioci. Mój tata prowadził, a mama zagadywała mnie i Ellie. Nadjeżdżaliśmy do czarnego punktu Weston, drogi pełnej ostrych zakrętów. Tata radził sobie z każdym zakrętem, bo był znakomitym kierowcą. Jechaliśmy do ostatniego zakrętu, gdy nagle na ulicy pojawił się pijany nastolatek. Nie reagował na dźwięk klaksonu, nawet na sam samochód. Ominęliśmy go, ale z trudnością. Gdy byliśmy przy zakręcie ten nastolatek rzucił w nasz samochód kamieniem. Tata się wystraszył i stracił kontrolę nad samochodem. Wpadliśmy w poślizg, a następnie wjechał w nas samochód. Moi rodzice zginęli na miejscu, a o mnie walczyli. Ellie miała tylko kilka zadrapań, ale trafiła na obserwację do szpitala. Dowiedziałam się o śmierci rodziców po tygodniu... Nie odzywałam się prawie do nikogo. Trwało to kilka miesięcy. Powstałam "z martwych" dzięki Ellie oraz pani Cloud. Nie chcę wracać do tamtego momentu w moim życiu.
-Pamiętam ten dzień ciociu, ale chciałabym o tym zapomnieć. Oczywiście, nie o rodzicach, ale o całej tej sytuacji. Ledwo się pozbierałam...
-Rozumiem, a teraz jedz śniadanie i idź się przygotować do szkoły, bo masz tylko półtorej godziny.-Ciocia otarła łzy i udała się do swojej sypialni.
Zjadłam śniadanie, umyłam zęby oraz włosy, poszłam się przebrać w szkolny mundurek. Spojrzałam na zegarek i zorientowałam się, że mam tylko pół godziny na dojście do szkoły. Szybko wzięłam plecak, założyłam kurtkę, szalik, czapkę, buty i jak strzała wybiegłam z domu. Codziennie przychodzę pod dom Ellie by razem z nią i Lukasem pójść do szkoły. Dzisiaj jednak nie zdążyłabym, więc pobiegłam od razu do szkoły.
Doszłam do budynku i od razu zauważyłam całującą się Almę z chłopakiem z pierwszej klasy liceum.
-Mendy! Gdzie ty idziesz? Chcesz tego przystojniaka? Ma na imię Todd.-Powiedziała i zaczęła się śmiać w niebo głosy. W tym momencie przyszedł Lukas i Ellie.
-Odczep się od niej jędzo, a ty Todd idź na matmę, bo znowu nie zdasz.-Krzyknął Lukas i odepchnął ode mnie Almę.-Jeszcze raz będziecie się jej czepiać to naślę na was dyrę, jasne?
-Aj, aj kapitanie.-Rzekł licealista i ruszył w stronę sali matematycznej.
Cała nasza czwórka poszła na lekcję fizyki, jak zwykle zaczęłam lekcje w złym humorze. Nie potrafiłam się skupić, cały czas myślałam o dniu wypadku...
-Co widzisz za oknem?-Podeszłam do okna, lecz ujrzałam tylko krople deszczu uderzające o wszystko i gęstą mgłę.-Nie rozumiem, nic tu nie widzę, co mogło by cię zasmucić, dostałaś jakiegoś smutnego SMS'a?
-Kochanie, to nie tak.-Odwróciła się i zaczęła mówić i szlochać jednocześnie.-W ten dzień była taka pogoda, identyczna. Jechali... Jechaliście wtedy do mnie.-Ciocia zaczęła mocno płakać.
Od razu zrozumiałam o co chodzi. W dzień wypadku, w którym zginęli moi rodzice była taka pogoda. Prawie nie pamiętam tego dnia... Była gęsta mgła oraz padał deszcz. Jechaliśmy na urodziny mojej cioci. Mój tata prowadził, a mama zagadywała mnie i Ellie. Nadjeżdżaliśmy do czarnego punktu Weston, drogi pełnej ostrych zakrętów. Tata radził sobie z każdym zakrętem, bo był znakomitym kierowcą. Jechaliśmy do ostatniego zakrętu, gdy nagle na ulicy pojawił się pijany nastolatek. Nie reagował na dźwięk klaksonu, nawet na sam samochód. Ominęliśmy go, ale z trudnością. Gdy byliśmy przy zakręcie ten nastolatek rzucił w nasz samochód kamieniem. Tata się wystraszył i stracił kontrolę nad samochodem. Wpadliśmy w poślizg, a następnie wjechał w nas samochód. Moi rodzice zginęli na miejscu, a o mnie walczyli. Ellie miała tylko kilka zadrapań, ale trafiła na obserwację do szpitala. Dowiedziałam się o śmierci rodziców po tygodniu... Nie odzywałam się prawie do nikogo. Trwało to kilka miesięcy. Powstałam "z martwych" dzięki Ellie oraz pani Cloud. Nie chcę wracać do tamtego momentu w moim życiu.
-Pamiętam ten dzień ciociu, ale chciałabym o tym zapomnieć. Oczywiście, nie o rodzicach, ale o całej tej sytuacji. Ledwo się pozbierałam...
-Rozumiem, a teraz jedz śniadanie i idź się przygotować do szkoły, bo masz tylko półtorej godziny.-Ciocia otarła łzy i udała się do swojej sypialni.
Zjadłam śniadanie, umyłam zęby oraz włosy, poszłam się przebrać w szkolny mundurek. Spojrzałam na zegarek i zorientowałam się, że mam tylko pół godziny na dojście do szkoły. Szybko wzięłam plecak, założyłam kurtkę, szalik, czapkę, buty i jak strzała wybiegłam z domu. Codziennie przychodzę pod dom Ellie by razem z nią i Lukasem pójść do szkoły. Dzisiaj jednak nie zdążyłabym, więc pobiegłam od razu do szkoły.
Doszłam do budynku i od razu zauważyłam całującą się Almę z chłopakiem z pierwszej klasy liceum.
-Mendy! Gdzie ty idziesz? Chcesz tego przystojniaka? Ma na imię Todd.-Powiedziała i zaczęła się śmiać w niebo głosy. W tym momencie przyszedł Lukas i Ellie.
-Odczep się od niej jędzo, a ty Todd idź na matmę, bo znowu nie zdasz.-Krzyknął Lukas i odepchnął ode mnie Almę.-Jeszcze raz będziecie się jej czepiać to naślę na was dyrę, jasne?
-Aj, aj kapitanie.-Rzekł licealista i ruszył w stronę sali matematycznej.
Cała nasza czwórka poszła na lekcję fizyki, jak zwykle zaczęłam lekcje w złym humorze. Nie potrafiłam się skupić, cały czas myślałam o dniu wypadku...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz