Rozdział II. Ofiary.
Właśnie skończyła mi się lekcja chemii. Lukas cały czas na mnie patrzył, ale jak nauczyciel stał odwrócony to całował się Ellie. Nie jestem już w nim zakochana, ale nie rozumiem jego zachowania. Z resztą muszę o nim zapomnieć, nauka jest najważniejsza. Zaraz powinna mi się zacząć lekcja historii... Całkiem lubię ten przedmiot, ale dzisiaj wszystko mnie boli i nie czuję się dobrze. Jeśli znowu będziemy rozmawiać o II wojnie światowej to chyba zwymiotuję. Nienawidzę widoku zwłok z Auschwitz-Birkenau. Jak tylko myślę co oni wszyscy czuli w tamtych czasach... Tera by to było niedorzeczne.
-Kociak! Lekcja się zaczyna! - Z końca korytarzu zaczęła krzyczeć Ellie.
-Dobrze, dobrze. - Odpowiedziałam, zarzuciłam plecak na ramię i weszłam do klasy.
Mój nauczyciel od historii nie jest bardzo wymagający, ale potrafi się unieść jak ktoś kompletnie nie uważa na jego lekcji. Lekcje są interesujące, a wycieczki najlepsze. Mitologia, średniowiecze i mimo wszystko II wojna światowa to moje ulubione tematy. Pan często pyta, ale prawie zawsze stawia dobre oceny, bo wszyscy chcą się uczyć. Są jednak przypadki, które powodują, że pan Drew się unosi. Najczęściej te wyjątki nie zdają, albo uciekają z domów i ślad po nich zanika.
Właśnie wszedł do klasy nasz nauczyciel. Jak zwykle najpierw odłożył swój notes, napił się karmelowej kawy i usiadł przy biurku. Przegląda kartki swojego notesu, rozgląda się po klasie i prosi pod tablicę wybranka poddanego ofierze umysłowi profesora.
-Lukas Eight! - Lekko krzyknął pan Drew.
-Hight proszę pana, Hight. - Delikatnie stwierdził Lukas, by nie urazić nauczyciela.
Zaczął poprawnie opowiadać na skomplikowane pytania historyka, lecz na jednym pytaniu chłopak się ugiął. Nie wiedział co powiedzieć, zaczął się nadmiernie pocić.
-Co jest napisane przed obozem koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau i co to znaczy po polsku.
Jeśli bym mogła odpowiedziałabym za niego, przecież to takie łatwe pytanie. Widziałam powolne ruchy ust mojego przyjaciela i od razu zrozumiałam co chciał przekazać. "Pomocy" W mojej głowie było wiele myśli. Odpowiedzieć za niego i dostać ocenę niedostateczną czy patrzeć jak mój sojusznik powoli umiera na polu walki. Właśnie wstałam, już miałam odpowiedzieć, ale w tej samej sekundzie zadzwonił dzwonek. Nie miał szans na ratunek ode mnie...
-Lukasie, wiedziałeś prawie wszystko, mimo wszystko dostajesz ocenę dobrą. - W tym samym momencie nauczyciel zaczął wpisywać do dziennika całkiem dobrą ocenę dla Lukasa.
Skończyły się lekcje, wszystkie klasy rzuciły się do szatni by jak najszybciej dostać się do ubrań i wyjść ze szkoły. Ku własnemu zdziwieniu zdążyłam całkiem szybko dojść do kurtki. Ubrałam się w ułamek sekundy i wybiegłam ze szkoły. Właśnie miałam przekroczyć szkolną granicę, ale nagle ktoś od tyłu zakrył mi oczy. Okazało się, że to Ellie, bez swojego chłopaka. Pytała jak się już czuję, czemu nie przyszłam po nią rankiem. Rozmawiało nam się bardzo przyjemnie, jak nigdy. W końcu zaczęliśmy temat dziwnego zachowania Lukasa. To znaczy, że nie tylko ja to zauważyłam.
-Mendy, my się chyba rozstaniemy. Między nami nie jest dobrze, a nie chcę marnować życia z chłopakiem dla którego nic nie znaczę. - Zaczęła szlochać Ellie.
-Nie rozstaniecie się! Jesteście dla siebie stworzeni, wszystko będzie dobrze.
-Mam nadzieję, że masz jak zwykle rację. - Powiedziała i otarła łzy.
Właśnie dochodziliśmy do mojego domu. Byliśmy przy najbliższym zakręcie, właśnie tutaj zawsze się rozchodzimy. Pomachałam przyjaciółce i odeszłam by jak najszybciej opowiedzieć cioci o tym jak spędziłam dzień w szkole.
Doszłam do domu, właśnie wyciągam klucze. Nie wiem czemu coś mnie ciągnęło by się odwrócić, więc się odwróciłam. Ujrzałam kota, małego, rudego kota. Patrzał na mnie i nagle...
Przejechał go samochód.
-Kociak! Lekcja się zaczyna! - Z końca korytarzu zaczęła krzyczeć Ellie.
-Dobrze, dobrze. - Odpowiedziałam, zarzuciłam plecak na ramię i weszłam do klasy.
Mój nauczyciel od historii nie jest bardzo wymagający, ale potrafi się unieść jak ktoś kompletnie nie uważa na jego lekcji. Lekcje są interesujące, a wycieczki najlepsze. Mitologia, średniowiecze i mimo wszystko II wojna światowa to moje ulubione tematy. Pan często pyta, ale prawie zawsze stawia dobre oceny, bo wszyscy chcą się uczyć. Są jednak przypadki, które powodują, że pan Drew się unosi. Najczęściej te wyjątki nie zdają, albo uciekają z domów i ślad po nich zanika.
Właśnie wszedł do klasy nasz nauczyciel. Jak zwykle najpierw odłożył swój notes, napił się karmelowej kawy i usiadł przy biurku. Przegląda kartki swojego notesu, rozgląda się po klasie i prosi pod tablicę wybranka poddanego ofierze umysłowi profesora.
-Lukas Eight! - Lekko krzyknął pan Drew.
-Hight proszę pana, Hight. - Delikatnie stwierdził Lukas, by nie urazić nauczyciela.
Zaczął poprawnie opowiadać na skomplikowane pytania historyka, lecz na jednym pytaniu chłopak się ugiął. Nie wiedział co powiedzieć, zaczął się nadmiernie pocić.
-Co jest napisane przed obozem koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau i co to znaczy po polsku.
Jeśli bym mogła odpowiedziałabym za niego, przecież to takie łatwe pytanie. Widziałam powolne ruchy ust mojego przyjaciela i od razu zrozumiałam co chciał przekazać. "Pomocy" W mojej głowie było wiele myśli. Odpowiedzieć za niego i dostać ocenę niedostateczną czy patrzeć jak mój sojusznik powoli umiera na polu walki. Właśnie wstałam, już miałam odpowiedzieć, ale w tej samej sekundzie zadzwonił dzwonek. Nie miał szans na ratunek ode mnie...
-Lukasie, wiedziałeś prawie wszystko, mimo wszystko dostajesz ocenę dobrą. - W tym samym momencie nauczyciel zaczął wpisywać do dziennika całkiem dobrą ocenę dla Lukasa.
Skończyły się lekcje, wszystkie klasy rzuciły się do szatni by jak najszybciej dostać się do ubrań i wyjść ze szkoły. Ku własnemu zdziwieniu zdążyłam całkiem szybko dojść do kurtki. Ubrałam się w ułamek sekundy i wybiegłam ze szkoły. Właśnie miałam przekroczyć szkolną granicę, ale nagle ktoś od tyłu zakrył mi oczy. Okazało się, że to Ellie, bez swojego chłopaka. Pytała jak się już czuję, czemu nie przyszłam po nią rankiem. Rozmawiało nam się bardzo przyjemnie, jak nigdy. W końcu zaczęliśmy temat dziwnego zachowania Lukasa. To znaczy, że nie tylko ja to zauważyłam.
-Mendy, my się chyba rozstaniemy. Między nami nie jest dobrze, a nie chcę marnować życia z chłopakiem dla którego nic nie znaczę. - Zaczęła szlochać Ellie.
-Nie rozstaniecie się! Jesteście dla siebie stworzeni, wszystko będzie dobrze.
-Mam nadzieję, że masz jak zwykle rację. - Powiedziała i otarła łzy.
Właśnie dochodziliśmy do mojego domu. Byliśmy przy najbliższym zakręcie, właśnie tutaj zawsze się rozchodzimy. Pomachałam przyjaciółce i odeszłam by jak najszybciej opowiedzieć cioci o tym jak spędziłam dzień w szkole.
Doszłam do domu, właśnie wyciągam klucze. Nie wiem czemu coś mnie ciągnęło by się odwrócić, więc się odwróciłam. Ujrzałam kota, małego, rudego kota. Patrzał na mnie i nagle...
Przejechał go samochód.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz